Menu

WAWRZYCZEK W MIEŚCIE

Porozmawiajmy o Gliwicach: and.wawrzy@gmail.com

Czy "przyszłość jest tu"?

andwawrzy

Nie byłem nigdy zwolennikiem wojowania na oślep. Dobierania argumentów nie do końca zgodnych z prawdą czy nieracjonalnych tylko po to, by dopiec rywalowi politycznemu. Choć wiem, że są ludzie, którzy dla poparcia z góry założonej tezy są w stanie wytoczyć każde działo. Nawet plastikowe, które tylko z pozoru wygląda groźnie, ale szybko okazuje się straszakiem. A piszę o tym dlatego, że przeczytałem właśnie najnowszy numer „Życia Gliwic”, a w nim artykuł autorstwa Mariana Jabłońskiego odnoszący się do „przemian (czyt. likwidacji) przemysłowego miasta Gliwice w miasteczko bez pracy, mieszkań i przyszłości”. Opinia pana Mariana to takie właśnie wymachiwanie szabelką na oślep. Teza tyleż dęta, co zupełnie nie znajdująca pokrycia w prawdzie. Nie chciałbym tu wyjść na prezydenckiego rzecznika – bo wiadomo z kontekstu artykułu, że autorem (albo przynajmniej biernym widzem) tej „likwidacji” jest, zadaniem Mariana Jabłońskiego, Zygmunt Frankiewicz – ale wystarczy przytoczyć liczby podawane przez Główny Urząd Statystyczny, żeby obnażyć nieprawdę zawartą w cytowanym zdaniu.

Zgodnie z danymi na koniec 2012 roku w Gliwicach było przeszło 60 tys. miejsc pracy, co daje nam trzecią pozycję za Katowicami (215 tys. miejsc pracy, ale w to wliczone jest między innymi 85 tys. pracowników Kompanii Węglowej, a więc również górników z KWK Sośnica-Makoszowy) oraz Bielskiem-Białą (66 tys. miejsc pracy). Z drugiej strony GUS wskazuje, że przeszło 1/3 mieszkańców Gliwic (blisko 75 tys. ludzi) ma pracę zarobkową – to również lokuje nas w wojewódzkiej czołówce. Łatwo oczywiście policzyć, że nie dla każdego pracującego gliwiczanina znalazłby się etat na miejscu w Gliwicach, ale taka już jest specyfika konurbacji, że miejsca pracy są dość rozproszone. Gliwiczanie szukają pracy za miastem, a mieszkańcy ościennych miast przyjeżdżają pracować do Gliwic. Tych drugich jest jednak znacznie więcej – 25 tys. w stosunku do 9 tys. wyjeżdżających za pracą (to już dane z Narodowego Spisu Powszechnego z 2011 roku). Mamy tu do czynienia z małą nieścisłością, bo z jednej strony mamy 75 tys. pracujących i 60 tys. miejsc pracy, ale tylko 9 tys. wyjeżdżających. Bierze się ona zapewnie z pewnych problemów przy obliczaniu etatów, takich jak wspomniani już górnicy z gliwickiej kopalni, którzy w pierwszej statystyce zaliczeni są do etatów katowickich, a w drugiej obejmującej „faktyczne miejsce pracy” już do gliwickich. Inna sprawa, że GUS nie bardzo ogarnia kwestię istnienia mikroprzedsiębiorstw zatrudniających do 9 osób. Ale mniejsza o to. Chodzi tylko o pokazanie, że potencjał rynku pracy mamy w Gliwicach naprawdę spory. Jeśli dodać do tego, że średnie wynagrodzenie brutto wynosi w Gliwicach 4137 zł (średnia dla województwa to 3855 zł), a w niektórych sekcjach jest nawet wyższe, niż w Katowicach, to widać wyraźnie, że nasze miasto stanowi atrakcyjny rynek pracy.

Mieszkania? W całym mieście jest ich blisko 78 tys., a w 2012 roku przybyły kolejne 464 lokale (w Katowicach tylko 376). Przeciętne gliwickie mieszkanie ma 61 m kw. i zajmują je dwie lub trzy osoby. Duża w tym zresztą zasługa władz Gliwic, które są akurat dość aktywne na rynku mieszkaniowym. Przez lata w naszym mieście powstały tysiące metrów kwadratowych TBSów. Ale także dzisiaj, już po wstrzymaniu rządowego wsparcia dla budownictwa na wynajem dla średniozamożnych, rozpędzone spółki miejskie wciąż budują lokale komunalne i deweloperskie. Można oczywiście dyskutować na temat standardu architektonicznego tych obiektów, ale nie można powiedzieć, że gliwiczanie nie mają gdzie mieszkać. Pewnym problemem jest natomiast brak inwestycji zewnętrznych. Po tym, jak upadł projekt Osiedla Glivia zaplanowanego przez ING Real Estates, Gliwicami nie zainteresował się już żaden duży gracz. Bazujemy wyłącznie na tym, co wybudują spółki komunalne, lokalni deweloperzy oraz sami mieszkańcy, a to oznacza, że do gliwickiej gospodarki nie dopływają środki z zewnątrz. Podobny zastój jest zresztą także w innych dziedzinach – na przykład na rynku powierzchni biurowych. Nie próżnują jedynie firmy zajmujące się budową magazynów i hal fabrycznych. Logistyka to z całą pewnością przyszłość naszego miasta.

No właśnie, skoro już o przyszłości mowa. Czy Gliwice ją mają? Jeśli kierować się sloganami reklamowymi, to gliwickie hasło „przyszłość jest tu” daje nam jednoznaczną odpowiedź. Oczywiście to tylko hasło, choć – moim osobistym zdaniem – bardzo udane. Co ważniejsze jednak, za hasłem idą konkretne działania mające na celu pchnięcie Gliwic na nowe tory rozwoju opartego o wysokie technologie. Wyśmiewany przez wielu projekt Nowe Gliwice stał się zaczątkiem bardzo ciekawej dzielnicy przemysłowej oferującej pracę inżynierom. Tu znów ten sam problem, co w budownictwie – nie zaglądają do nas co prawda tacy globalni giganci, jak IBM czy Google, ale siłami lokalnych przedsiębiorców tworzymy własne startupy, które w ciągu kilku lat potrafią rozrosnąć się do przedsiębiorstw zatrudniających kilkaset osób. WASKO, Future Processing czy LGBS to tylko kilka przykładów takich firm. Gliwiczanie obecni są na rynku gier komputerowych, grafiki trójwymiarowej, oprogramowania wspomagającego zarządzanie, druku trójwymiarowego, sterowników do robotów i pojazdów bezzałogowych, a także w wielu innych rozwijających się branżach. Istnienie tych atrakcyjnych i raczej wysokopłatnych miejsc pracy może zresztą tłumaczyć, dlaczego Gliwice tak dobrze wypadają w statystyce przeciętnego wynagrodzenia. Tymczasem już na wrzesień Śląska Sieć Metropolitalna zaplanowała organizację wyjątkowej imprezy – II Międzynarodowego Forum Innowacji połączonego z budową multimedialnego plenerowego miasteczka Media Tent. W namiocie ustawionym na placu Krakowskim wystawiać się będą producenci sprzętu i oprogramowania, graficy, animatorzy oraz dostawcy innowacyjnych usług. Wszystko to całkowicie za darmo dostępne będzie dla wszystkich gliwiczan.  

Zagrożeniem dla przyszłości Gliwic z pewnością może być natomiast krótko- i wąskowzroczność gliwickich urzędników. W Urzędzie Miejskim brakuje rzetelnego podejścia do kwestii transportu zbiorowego, ładu przestrzennego czy polityki kulturalnej, a te kwestie w równym stopniu co rozwój przemysłu hi-tech decydują o prestiżu i potencjale rozwojowym miasta. Gliwice siłą rzeczy znajdują się nieco w cieniu Katowic, ale tym bardziej powinno nas to motywować do wytężonej pracy nad własną marką i własnym potencjałem. W tej kwestii wiele jest jeszcze do zrobienia, ale potrzebne jest do tego świeże spojrzenie i otwarte głowy, a tych w gliwickiej administracji niestety trochę brakuje. Nie ma systemowego podejścia do wielu kwestii, ale doraźne, nie powiązane ze sobą działania, które przynoszą umiarkowane efekty. Na szczęście zbliżają się wybory, a to zawsze okazja do przewietrzenia urzędu i rozpoczęcia zmian na lepsze. Podsumowując, naprawdę nie jest źle, ale wiem, że może być jeszcze lepiej. Być może to nie jest nawet kwestia zmiany urzędującego prezydenta, ale jego doradców. Zresztą, o tym w najbliższych tygodniach będę jeszcze pisał wielokrotnie.

© WAWRZYCZEK W MIEŚCIE
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci