Menu

WAWRZYCZEK W MIEŚCIE

Porozmawiajmy o Gliwicach: and.wawrzy@gmail.com

W sprawie Pendolino drgneło. Czas pomyśleć o autobusach

andwawrzy

Poruszana przeze mnie w korespondencji z prezydentem Zygmuntem Frankiewiczem oraz śląskimi posłami sprawa Pendolino, a raczej jego planowanej nieobecności na dworcu w Gliwicach oraz związanej z tym likwidacji zwykłych ekspresów do Warszawy wypłynęła na szersze wody. Dzięki inicjatywie przewodniczącego Zbigniewa Wygody, Rada Miasta w Gliwicach przyjęła apel do Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju o utrzymanie istniejących połączeń intercity, a niedługo później dokładnie taki sam apel wystosowała Rada Miasta w Zabrzu. Przyznać trzeba, że utrzymanie trzech aktualnie kursujących pociągów (dwóch do Warszawy i jego powrotnego) to absolutne minimum, a nawet trochę za mało, bo przydałby się jeszcze poranny kurs z Warszawy. Nie mniej, dobre byłoby chociaż i to.

O sprawie coraz szerzej rozpisują się również media. Bardzo udany tekst autorstwa Judyty Watoły opublikował między innymi katowicki dodatek „Gazety Wyborczej”. Pani redaktor jest mieszkanką Zabrza i regularnie korzysta z usług kolei, więc nie od dziś publikuje bardzo trafne analizy tego, co się dzieje na PKP. Tym razem zwróciła uwagę na fakt, że godzina odjazdu „Górnika” jest niezbyt sprzyjająca. Kiedyś pociąg ten wyjeżdżał z Gliwic z samego rana, dziś odjeżdża z peronu dopiero po godzinie 7, a więc w Warszawie jest dopiero o 11, gdy większość konferencji i innych ważnych wydarzeń jest już w toku. Stąd słabnąca frekwencja w tym pociągu, która – zdaniem redaktor Watoły – jest zresztą z góry założona. Mówiąc wprost „Górnik” jest powoli uśmiercany, żeby dać pretekst do nie puszczania do Gliwic Pendolino.

„Nie sposób się dowiedzieć, ilu pasażerów stracił sam ‘Górnik’ po zmianie rozkładu. - To informacja o znaczeniu strategicznym i nie jest tym samym podawana – wyjaśnia Beata Czemerajda z biura prasowego PKP Intercity. Twierdzi, że ‘Górnik’ nie może jeździć wcześniej, bo musiałby startować z Wrocławia już o czwartej rano. - Z naszego doświadczenia wynika, że taka pora wyjazdu nie cieszy się zainteresowaniem pasażerów – mówi Czemerajda. Zastanawiająca jest ta odpowiedź, bo – jak się okazuje – inny ekspres z Wrocławia do Warszawy (nie przez Gliwice i Katowice, tylko przez Łódź) wyjeżdża z Wrocławia właśnie o czwartej! Prawda jest taka, że czwarta czy piąta różnicy nie robią. Z Wrocławia i tak ludzie wolą latać, niż tłuc się siedem godzin tak zwanym ekspresem. Lotów mają dużo, a bilety są nawet tańsze niż na pociąg.

Kłopot polega na tym, że choć ‘Górnik’ zapełnia się dopiero na Górnym Śląsku, z Gliwic wyjeżdżać nie może, bo – jak wyjaśnia Czemerajda – na tutejszej stacji nie ma możliwości ‘wodowania składów, serwisowania i odfekalniania’.

A więc to tak: na przeszkodzie stoją kupy! Z powodu tych kup, po wypuszczeniu zimą na tory pociągów Pendolino, z Gliwic i Zabrza nie będzie już w ogóle bezpośrednich połączeń do Warszawy. Kto nie wierzy, niech zajrzy do planowanego rozkładu jazdy. Zamiast w Gliwicach ekspresy do Warszawy będą się zatrzymywały we Włoszczowej! Zapewne wtedy PKP Intercity ujawni też „strategiczną” informację o tym, że liczba pasażerów jeżdżących ‘Górnikiem’ drastycznie spadła. Jest to zatem zabójstwo z premedytacją.”

Wracając do sprawy odfekalniania, serwisowania itd. Taka możliwość na stacji w Gliwicach oczywiście jest. Wystarczy dogadać się z działającą nieopodal dworca bazą odstawczą Kolei Śląskich, gdzie dokładnie te same czynności dokonywane są w składach regionalnych. Zresztą, przez lata „Górnik”, „Chemik”, „Bieszczady”, „Wigry” i inne nieistniejące już dalekobieżne pociągi startujące z Gliwic z tej właśnie bazy korzystały. Inna sprawa, że na relatywnie krótkiej trasie z Warszawy do Gliwic i z powrotem pociąg mógłby zapewne poradzić sobie bez przerwy serwisowej. Wszak PKP InterCity puszcza z powodzeniem pociągi na trasach, których pokonanie zajmuje nie kilka, ale kilkanaście godzin i w tym czasie nie są one ani odfekalniane, ani nawadniane. Tymczasem na lodzie została również Bielsko-Biała, której swego czasu także obiecywano Pendolino, ale – jak się okazuje – to również były tylko przysłowiowe cacanki (czytaj tutaj).

W sprawę Gliwic i Zabrza zaangażował się też poseł Jerzy Polaczek, który w swojej interpelacji do minister Elżbiety Bieńkowskiej wskazuje na niezgodność aktualnie planowanego rozkładu jazdy z zapisami ujętymi we wniosku o dofinansowanie, który wysłany został do Centrum Unijnych Projektów Transportowych. Taka rozbieżność to najkrótsza droga do tego, żeby stracić 400 mln zł europejskiej dotacji. A z dokumentów wynika, że PKP InterCity stratne będą podwójnie, gdyż wpisane we wniosku wydłużenie trasy do Gliwic miało na celu zwiększenie dochodowości linii. Krótko mówiąc, skracając trasę do Katowic kolejarze za jednym zamachem pozbawią się dodatkowych przychodów z biletów oraz unijnego dofinansowania. Czy państwowa spółka dotowana z naszych podatków może sobie pozwolić na tak rażącą niegospodarność? Odpowiedź jest aż nazbyt oczywista.

„W związku z powyższym, oczekuję od Pani Premier jako ministra odpowiedzialnego m.in. za transport kolejowy, niezwłocznego wyegzekwowania od spółki PKP Intercity SA, aby w nowym rozkładzie od grudnia 2014r. połączenia realizowane przez Pendolino, były zgodne z wnioskiem złożonym do Komisji Europejskiej, co stanowi element uzyskania jego wsparcia finansowego środkami europejskimi” – czytamy w piśmie pana posła.

Muszę przyznać, że z dużą satysfakcją odnotowuję rosnące zainteresowanie sprawą pociągów Pendolino. Jak już wielokrotnie podkreślałem, to kwestia prestiżowa, która może mocno zaważyć na odbiorze naszego miasta chociażby przez inwestorów. Marzyłoby się, żeby z równym zapałem miasto zaczęło zabiegać także o przewoźników drogowych, chociażby takich, jak PolskiBus, który również jeździ wyłącznie na trasie Warszawa-Katowice. Przez Gliwice, ale bez zatrzymania, kursują zaś takie połączenia, jak Berlin-Zakopane, Wrocław-Katowice czy Wrocław-Rzeszów. Poniżej publikuję zresztą mapę połączeń PolskiegoBusa, na którym wyraźnie widać, jak bardzo pominięte zostało nasze miasto (do Katowic zaglądają aż cztery regularne połączenia, a do Gliwic – zero). Po co nam osławiony węzeł autostradowy, jeśli nie pomaga on nam nawet w przyciągnięciu do Gliwic dalekobieżnych połączeń autobusowych?

Mapa połączeń spółki PolskiBus. Źródło: polskibus.com

Tymczasem regularne postoje PolskiBus oferuje w takich miastach, jak Ostróda czy Ostrowiec Świętokrzyski. To znów trochę historia w stylu zatrzymamy się we Włoszczowej, ale ominiemy dwa blisko 200-tysięczne miasta na Górnym Śląsku. Oczywiście PolskiBus jest firmą prywatną, więc może operować na takich trasach, na jakich tylko chce. Nie mniej uważam, że zatrzymanie się w Gliwicach odbyłoby się dla niego z dużym zyskiem. Szczególnie, że Polacy – jak wiadomo – nie lubią się przesiadać, więc oczekiwanie, że gliwiczanie pojadą do Katowic wsiąść do autobusu jest dość naiwne. Nie ma jednak sensu czekać, aż szkocki właściciel PolskiegoBusa sam to zrozumie. Dlatego właśnie uważam, że gliwicki samorząd powinien wystosować do niego i innych polskich przewoźników stosowną ofertę (o szczegółach takiej oferty pisałem już tutaj). Jeśli, odpukać, nie uda się nasza krucjata kolejowa, przynajmniej będziemy mogli dojechać do Warszawy autobusem.

© WAWRZYCZEK W MIEŚCIE
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci